XII. Sputnik: kino dystansu zerowego

Ajka Siergieja Dworcewoja to kino, które prawie maksymalnie zmniejsza dystans między widzem, kamerą i swoją bohaterką. Ta bliskość, ujęcia zza pleców, uparte podążanie za Ajką (zdjęcia Jolanty Dylewskiej) i zagęszczenie coraz to nowych przeszkód na jej drodze kojarzyć się może z jednej strony z poetyką filmów jednoujęciowych, z drugiej z surowym realizmem filmowym. Być może stąd między innymi ciepłe przyjęcie filmu we Francji (Złota Palma dla odtwórczyni głównej roli, Samal Esljamowej), której grunt lubi chłonąć tego rodzaju kino.

Bez trudu można wyczuć dokumentalne doświadczenie pochodzącego z Kazachstanu reżysera, któremu udaje się bez kompleksów sportretować brutalnie naturalistyczną opowieść o emigrantce z Kirgistanu. To obraz świata znajdującego się na marginesie pola widzenia – czyli miejsc, gdzie trafiają wszystkie brudy, ale też miejsc, bez których w głównym promieniu widzenia nie może być schludnie i komfortowo. Miejsc współczesnego niewolnictwa, wyzysku i zamiatania człowieczeństwa pod dywan.

Poznajemy Ajkę tuż po tym, jak urodziła dziecko. Budzi się na porodówce i właściwie bez zastanowienia, wciąż jeszcze krwawiąc i ledwo trzymając się na nogach, porzuca niemowlę, uciekając przez okno toalety na ulice tonącej w śniegu Moskwy. Od tej chwili będzie tylko ciężej – w ten sposób rozpoczyna się droga bohaterki usiana brakiem sympatii mieszkańców wielkiego miasta, ucieczką od przeszłości (i od długów), dramatycznymi próbami zarobienia pieniędzy wobec naciągania, kłamstw, wyzysku i samotnego przetrwania jedynie z mglistym marzeniem lepszego życia i książką Jak założyć firmę krawiecką? pod pachą.

W filmie Dworcewoja nie zobaczymy pięknej, zadbanej i czystej Moskwy – jest ona równie niedostępna, co dziejące się gdzieś za drzwiami restauracyjnej kuchni, normalne życie. Nieustanne opady śniegu i walka człowieka z naturą stają się metaforą syzyfowej udręki Ajki. Mimo tragicznej sytuacji, bohaterka powie do siostry przez telefon: „mam swoją pracę i swoje życie, nie wrócę do ojczyzny”.

Twórca eksploatuje również warstwę psychiczną bohaterki, przypominając jej co chwilę o porzuconym dziecku (krwawiąca jamniczka karmiąca szczeniaki w klinice dla zwierząt, kobieta z Kirgistanu zajmująca się swoim chorym dzieckiem, etc.). Do tej kluczowej decyzji chcąc nie chcąc Ajka będzie musiała powrócić, spinając klamrą cały film.

Ajka jest bez wątpienia filmem z kategorii ważne i potrzebne. Skutecznie przypomina o losie wewnętrznych i zewnętrznych migrantów (oczywiście nie tylko w Rosji). Spełnia też zamierzony efekt – ten film ogląda się boleśnie i z pewnością zostawi widza z uczuciem dyskomfortu. I słusznie. Czy jednak jest w stanie wykonać ten krok, którego wszyscy potrzebujemy, czyli wyjść poza dokumentalne w duchu obrazowanie rzeczywistości i przekonać kogoś więcej niż tylko przekonanych?