12. Festiwal Filmowy Pięciu Smaków: bez przebaczenia

Niezależny twórca, Shinya Tsukamoto, który przyzwyczaił widzów do śmiałych przetworzeń kina gatunkowego, tym razem bierze na warsztat kino samurajskie. Ów wybór jest nieprzypadkowy i niepozbawiony znaczącego krytycznego ładunku dla japońskiej kultury  i kodeksu honorowego.

Mord jest filmem stworzonym niewielkim nakładem, lecz mimo skromności zachowuje wysoką staranność i dokładność – pojedynki prezentują się realistycznie (podobno reżyser spędził kilka miesięcy ćwicząc walkę mieczem, by dobrze wypaść w roli mistrza), a w pracy kamery czuć modernistyczną doniosłość znaczeń.

Dekonstruując klasyczny gatunek, Tsukamoto dokonuje rozliczenia z tradycyjną stroną japońskiej tożsamości narodowej. Już sam tytuł filmu sugeruje, że akt zabijania nie będzie tylko estetycznym, krwawym i w gruncie rzeczy pustym tłem, lecz czymś doniosłym, co zostawia za sobą konsekwencje. Reżyser podąża tym samym drogą wydeptaną już przez anty-westerny (np. Bez przebaczenia Clinta Eastwooda, w którym następuje podobne zderzenie ikony bohatera-kowboja z morderczą przeszłością oraz nadanie gatunkowi ponownej wartości), lecz wciąż świeżą i oryginalną dla dalekowschodniego kina samurajskiego.

Główny bohater filmu, młody ronin Mokunoshin, wydaje się być obrazem powściągliwej mądrości i szlachetności. Spędza czas mieszkając na wsi i pomagając rolnikom. Uczy walki mieczem młodego chłopa i flirtuje z jego siostrą. To w jego postaci zetnie się pokora i japoński kodeks honorowy. Mokunoshin jest bohaterem niedojrzałym – nie jest to jego wina, to raczej kwestia młodości, braku doświadczenia, niepewności (kryzys kultury samurajskiej) – co sprawia, że nie jest on w stanie unieść ciężaru odpowiedzialności narzuconej przez kulturę. Na drugim biegunie staje grany przez reżysera starszy samuraj, obraz siły i pewności. Bez zastanowienia potrafi podjąć decyzję o wybiciu szajki bandytów (być może również będących wędrownymi roninami pozbawionymi pana) i bez wysiłku wykonać zadanie. Tsukamoto zderzy obu bohaterów, aby pokazać niewydolność dwóch postaw wobec wymagań kodeksu, których albo nie da się spełnić, albo zamieniają szlachetność w zbrodnię.

Oglądając Mord przypomni się widzom także kino Kurosawy, a szczególnie poniżający stosunek bohaterów japońskiego mistrza do kobiet. Tego Tsukamoto również nie pozostawia bez komentarza, igrając z typowym dla Kurosawy wizerunkiem kobiety-kusicielki, będącej źródłem intrygi i motorem negatywnego działania. Grana przez Yû Aoi chłopka w bólach będzie zdobywać samoświadomość i uczyć się własnej podmiotowości, stwarzając trzeci, być może najciekawszy, punkt odniesienia dla widzów.

Mord to nie tylko zabawa gatunkowa. To zgrabny komentarz polityczny. Świadome odwołanie się do Okresu Edo (trwającego od XVII do XIX wieku) japońskiej historii, czyli do momentu odcięcia się od zewnętrznego świata to ostrzeżenie przed historyczną powtórką (pierwszym dzwonkiem alarmowym było zeszłoroczne, miażdżące zwycięstwo prawicy w japońskich wyborach parlamentarnych). Mimo że dzieło Tsukamoto nie jest produkcją dużą, zdecydowanie zasługuje na uznanie, prezentując barwny, trafny i skuteczny obraz Japonii dawnej i dzisiejszej zarazem.