12. Festiwal Filmowy Pięciu Smaków: gangster w operze

Song Lang jest filmem schematycznym i nie zaskoczy widzów fabularną świeżością. Mimo że dzieło wietnamskiego reżysera, Leona Quang Le, nie jest odkrywcze w warstwie dramaturgicznej – świat przedstawiony jest tak jakby idealnie skrojony pod bohaterów, składa się z wygodnych przypadków, spodziewanych-niespodziewanych spotkań i „zaprogramowanej” czasowości – doskonale radzi sobie w warstwie audiowizualnej, skutecznie budując oryginalną nastrojowość i unikalną atmosferę z wietnamską nutą.

Film wietnamskiego twórcy to estetyczny, romantyczny snuj o relacji dwóch mężczyzn: windykatora długów, Dunga, pracującego dla lokalnej lichwiarki i aktora tradycyjnej opery cai-luong, Linh-Phunga. Po raz pierwszy ich drogi ścierają się, kiedy Dung odwiedza teatr, by odebrać należny dług. Od tej pory, przełamując konflikt, będą powoli budować między sobą porozumienie, sympatię, więź i zaufanie.

Dwóch bohaterów pozornie różni się między sobą. Jeden ponury i zamknięty w sobie, twardy i niestroniący od przemocy, choć niepozbawiony przy tym ludzkich odruchów (delikatnie obchodzi się z dziećmi, stara się pomagać swoim sąsiadom, wolny czas spędza grając w retro gry wideo). Drugi jest utalentowanym artystą z pięknym głosem, choć nie potrafi wygenerować w sobie emocji („zakochaj się”, doradzają mu koledzy z artystycznej trupy, twierdząc, że poznawszy miłość, będzie potrafił ją zagrać). Z czasem zaczną odkrywać, że tak naprawdę łączy ich wiele – wrażliwość i osobista relacja do sztuki.

Leon Quang Le potrafi odnieść przedstawianą przez siebie historię do schematów zachodnich melodramatów, nie tracąc przy tym własnego charakteru. Nie tylko nie spieszy się z budowaniem relacji, skupiając się na konstruowaniu więzi, słodko-kwaśnych rozmowach i wspólnym spędzaniu czasu, lecz również za pomocą subtelnych tropów, kojarzących się z dalekowschodnim kinem neo-noir, miesza ze sobą koloryt lat 80. (np. popularne w tamtych czasach piosenki) i lokalną specyfikę (teatr śpiewany, kostiumy, itd.). Przestrzeń, choć tak naprawdę niezbyt duża, prezentuje się barwnie i żywo, a muzyczne aranżacje ogląda się jak zrealizowaną z pomyłem rejestrację teatralną.

Przewidywalność i łagodność stają się atutem Song Lang. Dwóch wrażliwych, chciałoby się powiedzieć, chłopców, nie musi przekraczać kulturowych granic. Ich relacja pozostanie do końca czysta i niewinna. Reżyser z gracją pokazuje męską miłość pełną delikatnego – niedojrzałego, chłopięcego, ale pociągającego i atrakcyjnego – napięcia seksualnego, które w innych warunkach mogłoby zostać uznane za zakazane. Owa zwykłość, niewinność i schematyczność działają uniwersalizująco, sprawiając, że warunkiem pozytywnego odbioru Song Lang nie będą takie czy inne poglądy na kwestię płci kulturowej, lecz – po prostu – wrażliwość.