18. MFF Watch Docs: W obronie robotów

Wydawać by się mogło, że kiedy jest mowa o robotyzacji, analiza zjawiska idzie nierozłącznie w parze z teoretycznym rozkładaniem kapitalizmu na części (z tej lub innej strony). Maxim Pozdorovkin w Całej prawdzie o robotach mordercach idzie w zupełnie innym kierunku. Naśladuje fascynację science-fiction na temat ontologii robotów, chcą nadać im tożsamość, tym samym zrzucając na nie całą odpowiedzialność za globalne przemiany ekonomiczne i społeczne. Zapomina przy tym lub zupełnie ignoruje fakt, że robotyzacja nie jest zjawiskiem działającym niezależnie. To tylko wierzchołek góry lodowej, a roboty (abstrahując od marzeń o prawdziwej sztucznej inteligencji, zdolnej do samodzielnego myślenia i kreatywnych działań), to wciąż zaledwie narzędzie, które w oczywisty sposób będzie się zachowywać inaczej w zależności od tego, kto i w jakim celu go używa.

Film Pozdorovkina oczyszcza ludzkie sumienia, winą za całe zło, spadające na pracowników, których prawa są ograniczane, obarczając postęp technologiczny. Krytykę technologii reżyser próbuje uzasadnić przedstawiając trzy śmierci ludzi spowodowane przez roboty, a także odwołując się do wpływu kontaktu ze sztuczną inteligencją na zdolność człowieka do empatii oraz jego życie uczuciowe. Pozdorovkin odwołuje się tutaj do praw Asimova (jednego z najbardziej znanych pisarzy sci-fi), które po raz pierwszy pojawiły się w opowiadaniu Zabawa w berka z 1942 roku. Dokładniej rzecz ujmując, chodzi reżyserowi o Prawo Pierwsze – „Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy” – i Drugie – „Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem”.

Problem leży w błędnym założeniu o tym, że technologia jest już rozwinięta tak bardzo, że – krótko mówiąc – roboty posiadają (nie)wolną wolę. Lub inaczej, ich status, jeżeli chodzi o funkcje umysłowe, szczególnie te dotyczące abstrakcyjnych systemów, których nie da się obliczyć, jest równy ludziom. Czyż winę za śmierć pracownika, który z pełną świadomością zagrożenia kazał zamknąć się w klatce i włączyć robota (przemysłowego, który już w ogóle niewiele ma wspólnego z SI), ponosi robot? Czy wypadki samochodów częściowo (podkreślmy, częściowo) zautomatyzowanych to wina technologii? Zagrożenie przede wszystkim stanowi czynnik ludzki i, jak uczy doświadczenie, ludzka głupota.

Dużo poważniejsze konsekwencje ma ograniczone podejście reżysera do zjawisk ekonomiczno-społecznych. Zabawa w teorię spiskową o tym, że roboty chcą zniszczyć ludzkość może mieć zabarwienie humorystyczne, nie ma jednak nic wspólnego z powagą sytuacji pracowników zwalnianych z pracy nie bezpośrednio przez roboty, wykonujące obowiązki dużo sprawniej od człowieka, lecz przez politykę korporacji, wielkich zakładów i firm, które stawiają na zysk, kompletnie pomijając to, że rynek nie będzie w stanie wchłonąć tak wielkiej ilości zwolnionych pracowników.

Cała prawda o robotach mordercach może funkcjonować tylko jako telewizyjna ciekawostka – zresztą, jest to film wyprodukowany pod sztandarem HBO, będzie więc istniał w tym formacie – i wołanie za starym, utraconym światem, kiedy moralność wydawała się czarno-biała i oczywista.