NH19: Wakacje na Bałkanach

Rzadko trafia się reżyser, który nie dość, że tworzy dobry film, to jeszcze potrafi klarownie przedstawić jego intelektualny fundament, który, co więcej, jest zauważalny na ekranie. Tego właśnie udało się dokonać młodej twórczyni, Enie Sendijarević w Zabierz mnie w jakieś miłe miejsce.

Młoda Alma, mieszkająca z matką w Holandii, przerywa emigrację na wieść o pogarszającym się stanie ojca i powraca do rodzinnego kraju, Bośni. Trafia do dzikiego świata w którym musi sobie radzić sama. Tu straci kontrolę nad swoimi problemami i nad samą sobą, zaczynając działać coraz bardziej chaotycznie i pod wpływem nagłych impulsów – od przefarbowania włosów do seksu z kuzynem, Emirem i romansu z jego kumplem, Denisem. Mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się, że Zabierz mnie w jakieś miłe miejsce jest tylko rozrywkowym kinem wakacyjnym, to jest to dzieło przemyślane i dojrzałe.

Nowe Horyzonty – materiały prasowe
Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Swój debiut reżyserka oparła na napięciach: wschód-zachód, Bałkany-Europa, cywilizacja-natura, miasto-wieś, męskie-żeńskie. Alma reprezentuje schizofreniczną perspektywę emigrantki, rozdartej między jednym a drugim. Między wygodnym pierwszym światem a pełną niespodzianek Bośnią. Między nieśmiałością a agresywną cielesnością. Między zdystansowaniem a impulsywnymi decyzjami.

Sendijarević zgrabnie przedstawia zmieniający się stosunek władzy. Z początku Alma będzie miała wszystko pod kontrolą – co zawsze będzie potwierdzać ułożenie kadru i wpisanie bohaterów w oś góra-dół – potem, pod wpływem zderzenia z bliskim, choć obcym światem, sytuacja ulegnie odwróceniu, by w końcu osiągnąć chwiejny status równowagi. To zawieszenie broni jest swego rodzaju sojuszem wobec większego zagrożenia: powodującego nierówności zniewalającego kapitalizmu.

Twórczyni, sama będąca emigrantką, chce być odważna, chce wyzwalać ciała i umysły nie tylko swoich bohaterów, lecz również młodych widzów. Stąd duży nacisk na cielesność w filmie oraz refleksja nad statusem współczesnej kobiety i współczesnego mężczyzny.

Zaskoczy przy tym być może fakt, że mimo ewidentnego lewicowego zaplecza intelektualnego, Sendijarević jest dość konserwatywna w swoich filmowych rozpoznaniach. Łagodnym okiem patrzy na patriotyzm, traktując go jako część tożsamości bycia Bośniakiem. W końcu w Bośni dopiero pierwsze pokolenie niezranione wojną wkracza w dorosłe, świadome życie.

Zabierz mnie w jakieś miłe miejsce to film, który opowiada o sprawach nieobcych nie tylko Bośniakom. Jest to skuteczna rozrywka i jeden z bardziej przystępnych, a zarazem słusznych, sposobów na pokazanie zmieniającej się dynamicznie rzeczywistości w tych miejscach, gdzie czasu, by nacieszyć się wolnością, było bardzo niewiele.