Site Loader

Wilcox to już drugi w tym roku – obok nominowanej do Złotego Niedźwiedzia Antologii duchów miasta – film rozpoznawalnego kanadyjskiego reżysera, Denisa Côté. Skromny, lekko ponad 60-minutowy quasi-dokument to dzieło maksymalnie wyciszone, w którym diegeza filmowa została odarta ze słyszalnych dialogów. Cały ciężar narracyjny w warstwie audialnej spada na naturę oraz brzdęk przedmiotów martwych. W historii o samotności i pędzie poszukiwania prawdziwej wolności, cisza wydaje się właściwym tropem podążania za postaciami, które porzuciły cywilizację, stając się wyrzutkami, współczesnymi pustelnikami.

Wilcox jest laurką złożoną dzisiejszym eremitom, dla których mistycznym przeżyciem jest świadome porzucenie kapitalistycznego świata ludzi i bogów na rzecz coraz to bardziej zagrożonego ludzką chciwością świata bestii. Tytułowy, tajemniczy bohater to postać uniwersalizująca doświadczenie alienacji społecznej i potrzeby zerwania więzi z polis. On sam idzie śladem takich postaci, jak Dag Aabye (ultramaratończyk żyjący w lasach Kolumbii Brytyjskiej, sportretowany w zeszłym roku w filmie Never Die Easy: The Dag Aabye Story, reż. Justin Pelletier, Adam Maruniak), Everett Ruess (młody, 20-letni amerykański artysta, który po trzech latach samotnych podróży zaginął na pustyniach Nowego Meksyku w 1934 roku), czy najbardziej rozpoznawalny Christopher McCandless (który przez jakiś czas mieszkał i dokonał życia w porzuconym w dziczy autobusie, do którego dziś podróżują turyści – historia znana doskonale z Wszystko za życie Sheana Penna z 2007 roku).

Locarno – materiały prasowe

Decydując się na milczącą obecność kamery, Côté stara się osiągnąć dokumentalną neutralność. Lecz w filmie pozbawionym komentarza, stanowiącym jedynie ludzki portret – nawet jeżeli minimalistycznie, humanistycznie piękny – owa neutralność nie ma żadnego znaczenia. Podobnie jak bohater nie może osiągnąć upragnionego spokoju, wciąż napotykając na swojej drodze kolejne osoby, tak i widz nie doczeka się czegoś ponad ludzkie głowy w kanadyjskich, już nie takich dzikich, ostępach. W końcu nawet porzucony autobus, w którym bohater próbuje pomieszkiwać, jest czyjąś własnością i musi zostać dla niego otwarty.

Wielka szkoda, że reżyser zatrzymuje się tylko na tym ludzkim doświadczeniu. Aż się prosi, by podejmowana przez bohatera próba osiągnięcia wolności od cywilizacji była czymś więcej niż tylko opowieścią o dysfunkcji komunikacyjnej współczesnego człowieka. Wilcox rozmawia z napotkanymi ludźmi, ale podobnie jak widz zdaje się ich nie słyszeć. Nie podejmuje też dialogu z samym sobą, ani z naturą, skazując się tym samym na porażkę.

Paradoksalnie okazuje się, że to, co miało być atutem, w filmie Denisa Côté staje się słabością. Zamiast wzmacniać hermetyczne doświadczenie oderwania od kapitalistycznego pędu (lub niemożności odejścia od cywilizacji, a może nawet brutalnego zawłaszczania sobie przez nią natury), cisza przy tak krótkim formacie filmu nie ma czasu, by cokolwiek ugrać poza podkreśleniem emocjonalności samotnego bohatera. Godzina filmu to jednak trochę za mało, by móc posnuć się po kanadyjskich i na poważnie zastanowić się nad kondycją współczesnego człowieka.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *