Site Loader

Kiedy w filmach jest mowa o uchodźcach, biedzie lub jakiejkolwiek innej grupie zepchniętej lub znajdującej się poza systemowym światem władzy, chętnie odwołuję się do tekstu Pawła Mościckiego, Na granicach widzialności, w którym badacz postulował znalezienie takiego wizualnego klucza, który pozwoliłby na „przełożenie złożonych problemów narodowościowych, klasowych i historycznych na specyficzne doświadczenie wizualne”[1]. Innymi słowy, chodzi o użyte przez Mościckiego pojęcie „światłocienia”. O taką formę wizualnej reprezentacji, która różnorakimi środkami stałaby w opozycji do wysokobudżetowego (ładnego, schludnego, jasnego, itd.) kina.

Idzie o perspektywę. Co nam powie artysta z ekipą, drogim sprzętem (drony!) i międzynarodowym zapleczem o tym, jak wygląda doświadczenie uchodźcy, sytuacja najbiedniejszych w Afryce czy wojna na Bliskim Wschodzie? Ano, co najwyżej wykorzysta temat, żeby chwycić widzów za serca, a swoimi rękami nominacje do nagród na międzynarodowych festiwalach, uśmiechnie się do ludzi, o których rzekomo kręci film i wróci do zacisza swojego drogiego domu.

Negatywnym przykładem byłoby tu ciepło przyjęte Kafarnaum Nadine Labaki sprzed roku – nominowany do Oscara film opowiadający o małym chłopcu pochodzącym z bejruckich slumsów. Tyle że ów chłopiec miał trochę zbyt zadbaną fryzurę, ujęcia z dronów bardziej przypominały lot nad biedną dzielnicą Londynu lub Nowego Jorku niż Bejrut, a sama reżyserka miała – co można zweryfikować w napisach końcowych – oddzielnego charakteryzatora wyłącznie dla siebie.

To perspektywa, która tylko teoretycznie zwraca uwagę na człowieczeństwo tych, którzy znajdują się na marginesie. W istocie, to brutalne odebranie im głosu, ich spojrzenia, ich doświadczenia, ich perspektywy. Tego błędu nie popełnia w swojej świetnej Granicy austriacki dokumentalista, Nikolaus Geyrhalter.

W portretowanym przez siebie tyrolsko-włoskim pograniczu nie szuka uchodźców – w filmie nie zobaczymy ani jednego. Zamiast tego rozmawia z mieszkańcami, oddając nie tylko atmosferę małych, górskich miejscowości, lecz również nastroje społeczne tych, którzy znajdują się najbliżej wydarzeń podgrzewanych przez media. Okazuje się, że najzdrowsze podejście mają ci, którzy mieszkają w centrum wydarzeń, którzy z pierwszej ręki wiedzą, z czym zmagają się migranci.

Watch Docs

Mieszkańcy Tyrolu jawią się jako ludzie pełni ciepła, otwartości i nade wszystko – zdrowego rozsądku. Tu widać lepiej niż gdziekolwiek indziej, jak silnie ściera się naturalna, wydawałoby się, chęć do pomocy ludziom, którzy stracili dom (mężczyzna, który nakarmił grupę uchodźców, po ludzku dzieląc się posiłkiem), z podskórnym strachem przed Innym podsycanym przez media i regulowanym przez prawo (ten sam mężczyzna, który potem zadzwonił na policję – końcowym efektem pewnie było odesłanie tych ludzi za granicę).

Granica jest miejscem pełnym absurdów. Oto miał powstać prawdziwy mur przechodzący przez granicę dwóch państw, lecz materiały do budowy składającego się z metalowej siatki płotu (no powiedzmy sobie szczerze, że ta metalowa siatka też byłaby rozwiązaniem bardziej symbolicznym) od kilku lat leżą zamknięte w kontenerze. Stosunek mieszkańców do płotu dobrze oddaje jeden ze strażników mówiąc, że „wszyscy mamy nadzieję, że [siatka] tu zostanie [w kontenerze]”.

Nawet ci, którzy nie ukrywają swojego niepokoju związanego z kontaktem z Innymi, nie wypowiadają na nich ani jednego złego słowa – jak pracownik górskiego schroniska, który co prawda obawia się migrantów, żaden jednak nic mu nie ukradł, ani nie zrobił nic złego. Austriacki dokumentalista dobitnie pokazuje, że to nie zwykli ludzie są oderwani od rzeczywistości, lecz ci, którzy są u władzy – to im pełnia bezpiecznego, cywilizacyjnego światła przysłania światłocień.

Granica jest filmem niezwykle pociesznym, swoim powolnym stylem i nastawioną na słuchanie mieszkańców narracją przypominający dokonania wybitnej niemieckiej reżyserki, Ulrike Ottinger. Film Geyrhaltera jest drugim takim dokumentem – skupiającym się na doświadczeniu lokalnym, perspektywie mieszkańca pogranicza – po znakomitym fińsko-bułgarskim Dobrym listonoszu z 2016 roku. Oba filmy udowadniają prawdziwość prostej zasady – przeraża nas to, czego nie znamy, lecz wystarczy odrobina człowieczeństwa, by wyciągnąć dłoń do tych, którzy potrzebują pomocy.


[1] Paweł Mościcki, Na granicach widzialności, Krytyka Polityczna, nr 24-25, 2010 -05 ,s. 49-58, dost. online: https://www.laurawaddington.com/articles/54/na-granicach-widzialnos-769ci-on-the-borders-of-visibility

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska