Site Loader

Popatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa mgła!

Chcesz do nich dojść, lecz niewiele masz szans,

mgła cię pochłonie, ale wiedz – kiedy przegrasz z nią,

zęby zaciśnij i idź jeszcze raz!

Władimir Wysocki

Delikatny błękit nieba spotyka się na horyzoncie z szarością szumiącego smutkiem morza, a chłodne, poranne miasto, oblane przybrudzonym betonem niby lukrem, miesza się z deszczem, ziemią i błotem. Pejzaż jest we mgle – tak jakby była ona dodatkowym ekranem, taflą, portalem do innego, poetyckiego świata. Świata, w którym pół-zapomniane mity rozmawiają z melancholią, tęsknotą i brakiem, w których echa dawnych dni znajdują nowy dom w goryczy życia w zawieszeniu. W kroku, który zawisł nieruchomo tuż na granicy czasu i przestrzeni.

Spojrzenie Odyseusza – Nowe Horyzonty

Takie właśnie było kino Theodorosa Angelopoulosa. Głęboko ludzkie, sięgające aż do korzeni duszy, dotykające wrażliwych, rozedrganych serc, najbardziej intymnych emocji. W Trylogii milczenia (Podróż na Cyterę, Pszczelarz, Pejzaż we mgle) portretował – charakterystycznych dla nurtu neomodernistycznego w kinie – bohaterów osamotnionych, odsuniętych na obrzeża cichych introwertyków, takich jak starsze małżeństwo, które w poszukiwaniu dawnej miłości odpływa na małej tratwie na wyspę narodzin Afrodyty, Cyterę. Tratewka powoli znika na horyzoncie, rozpływając się w mlecznobiałej mgle – niby piance morskiej – pozostawiając wrażenie jak po pożegnaniu bliskich. Wrażenie pustki. Tej samej pustki, którą przeżywa pszczelarz Spyros, który po akcie rozpaczy, leżąc na nagiej, twardej ziemi, wystukuje kodem morsa wiadomość. Będąc pozbawionym bliskości i nie potrafiąc się w żaden sposób skomunikować z innymi ludźmi, tylko za pomocą niedosłyszalnego dla nikogo poza samą ziemią kodu, wchodzi w dialog: z samym sobą, z widzem, a może z obarczoną kontemplacyjnymi emocjami przestrzenią slow cinema.

W pewnym sensie o problemie braku więzi i alienacji opowiada cała Trylogia granic (Zawieszony krok bociana, Spojrzenie Odyseusza, Wieczność i jeden dzień), która – choć tworzona w latach 90. – wydaje się wyjątkowo aktualna właśnie dziś. Tłem tych filmów są miejsca graniczne. Granice i limity, które doprowadzają nas do szaleństwa. Jest w Zawieszonym kroku bociana scena, która szczególnie zapisuje się w pamięci. Oto państwo młodzi stoją na dwóch brzegach rzeki, przecinającej krajobraz i będącej przeszkodą dla ich spełnienia. Wyciągają do siebie dłonie w geście rzewnego pozdrowienia, a ich dotyk jest tak bliski, a jednocześnie tak daleki. Granica oddzielająca kochanków jest jak kara wymierzona Tantalowi przez bogów – nie mogą spełnić swojego pragnienia.

Zawieszony krok bociana – Nowe Horyzonty

Autor jedynej w Polsce monografii (Poezja obrazu. Filmy Theo Angelopoulosa)  greckiego reżysera, Rafał Syska, nazywa Angelopoulosa jednym z depozytariuszy neomodernizmu. Theo był jednym z tych twórców, którzy w czasach dekonstuującego rzeczywistość, bawiącego się konwencjami postmodernizmu, wzorem modernistów wierzyli w siłę i sens autorskiej narracji. To tacy artyści jak Angelopoulos, Wim Wenders czy Chantal Akerman przechowali ducha modernizmu, pozwolili mu dojrzeć i przygotowali go na wejście w nową, kinową, artystyczną epokę – czas kina kontemplacyjnego, slow cinema.

W owej powolności wypełnionej emocjami refleksji nie chodzi wcale ani o długość projekcji, ani o tempo, lecz o rytm sprzeciwiający się atrakcjom mainstreamowej narracji, kuszącej widzów kolejnymi, zuniwersalizowanymi gatunkowo rewelacjami. Kino Angelopoulosa stało się jednym z drogowskazów dla kina kontemplacji, uwalniając narrację z konwencji, rozciągając podróż bohatera w czasie i nadając jej rytm spokojnego, śpiącego serca, śniącego o uczuciach z innego świata.

Po prawie dekadzie od tragicznego odejścia Angelopoulosa, który nie zdążył ukończyć swojego ostatniego dzieła, powoli zdajemy sobie sprawę, jak bardzo nam go brak. Jak niezwykle wartościowy jest czas poświęcony na obcowanie z niemal nieruchomą sztuką – hipnotyzującą i dającą opór tempu współczesnego życia, które potrafi zwolnić tylko w obliczu katastrofy, zderzając się z nieuchronnością końca. Zwolnić potrafimy już tylko w kinie, we śnie i we mgle.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska

Archiwa