Site Loader

Nowohoryzontowa publiczność dobrze pamięta Hlynura Pálmasona jako twórcę ciepło przyjętych na arenie festiwalowo-międzynarodowej Zimowych braci. Był to film z artystycznym zacięciem i ponuractwem godnym europejskiego kina dramatycznego i – co za tym idzie – nie grzeszył przystępnością i lekkością odbioru. Biały, biały dzień jest dla odmiany kinem, któremu bliżej zarówno do solidnych skandynawskich produkcji, jak i do serc widzów nienawykłych do artystycznych obrazów.

Oto emerytowany szef lokalnej policji, żyjący tragedią po utracie swojej ukochanej żony, odkrywa, że ta prawdopodobnie miała przed śmiercią romans. Złamane serce i tęsknota pociągną Ingimundura do obsesyjnych poszukiwań i śledzenia mężczyzny, w którym kochała się jego partnerka. W napiętym niczym struna twardym gliniarzu tym wyraźniej widać będzie złość, frustrację i samotność – niemożliwość pogodzenia się z losem. Islandzki kandydat (nienominowany) do Oscara to pełna emocji opowieść o rodzinie, miłości, przywiązaniu i obsesji, która potrafi zasłonić ciepło i miłość, które ma się na wyciągnięcie ręki.

Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Pálmason udowadnia, że nie brakuje mu poetyckiego drygu i delikatności do przekazywania kipiących wewnątrz bohaterów emocji nie tylko za pomocą sprawnej reżyserii charyzmatycznych odtwórców ról, lecz również za pomocą obrazu. Jest w Białym, białym dniu coś wyjątkowo prostego i przystępnego: historia o miłości i pełnej rozpaczy obsesji, która skutecznie trafia do widzów – niby rzewna romantyczna ballada, śpiew barda czy przekazywana przez wędrownego opowiadacza gawęda. A to wszystko wyjątkowo dobrze wpasowuje się w piękny, surowy, islandzki krajobraz.

Film islandzkiego twórcy jest przy tym przyjemnie gatunkowy. Pálmason nie szuka oryginalności – jak w Zimowych braciach – lecz po prostu skupia się na opowiadanej historii. Znajdzie się miejsce na łzy i wzruszenia, na wstrzymane oddechy i lęk. Rodzinny dramat przeplecie się z wyciskaczem łez i thrillerem psychologicznym, tak jakby sama struktura Białego, białego dnia była refleksją na temat życia składającego się z różnych emocji, przemijania i pamięci.

Dzieło Pálmasona można traktować jako dekonstrukcję tradycyjnie rozumianej męskości, a zmagania głównego bohatera jako element procesu przełamywania tego wzoru. Czy związek Ingimundura naprawdę był tak szczęśliwy, jak on sam widzi to w swoich wspomnieniach? A może prezentując tradycyjny model męskości – chcąc niechcąc – oddalał się od owej utęsknionej miłości, uwiązując swoją żonę karbami tradycyjnego społeczeństwa?

Biały, biały dzień nie jest filmem, o którym trzeba pisać wiele – temu obrazowi daleko do bycia arcydziełem. Lecz właśnie prostota i przystępność stają się atutami, dzięki którym islandzkie kino może pochwalić się opiniotwórczą siłą, której niejednemu artystycznemu dziełu brakuje.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska