Site Loader

Pamiętam doskonale, że kiedy w 2016 roku oglądałem poprzedni film Gianfranco Rosiego, Fuocoammare. Ogień na morzu, duże wrażenie zrobił na mnie kontrast spokojnego życia na greckiej Lampedusie z dramatami wydarzającymi się tuż za miedzą. Zderzenie olbrzymiej wagi europejskiej kultury i historii – bycia w miejscu, w którym namacalnie wręcz można dotknąć jednego z fundamentów pełnego wyższości, europejskiego napuszenia własnym dorobkiem, ruinami antyku – z jedną z najbardziej dojmujących katastrof cywilizacyjnych w historii ludzkości, z kryzysem migracyjnym, z ludźmi z krwi i kości, którzy konają tuż pod tętniącym spokojem progiem, pod nieuważnymi, przyćmionymi wygodną ignorancją, zamkniętymi oczami uprzywilejowanych.

Rosi buduje swoje dokumentalne obrazy z ogromnym, wizualnym pietyzmem, poświęcając większość czasu na poszukiwanie piękna w realnym dramacie. Ale właśnie ów kontrast między artystycznym okiem i pięknem wysublimowanych kadrów a brudem, chorobami i śmiercią, czającymi się tuż za rogiem, mimowolnie obalał mit świętości i wielkości Europy.

Podobna strategia w najnowszym filmie Rosiego, Notturno, nie działa. Reżyser poświęcił 3 lata na podróż z kamerą po bliskowschodnim wybrzeżu, wzdłuż granic Iraku, Kurdystanu, Libanu i Syrii, poszukując równie pięknych obrazów, w ciszy portretując życie mieszkańców – obciążonych nieustannym strachem o byt oraz tęsknotą za tymi, którzy ich opuścili.

Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Życie bohaterów filmu – mimo lęku towarzyszącego ich opowieściom – bardziej przypomina spokój mieszkańców Lampedusy, niż cierpienia ich krewnych po drugiej stronie morza. Brak zwizualizowanego kontrastu spycha traumę do sfery wyobrażonej – zresztą to samo dzieje się z historiami opowiadanymi przez bohaterów. Może się wręcz wydawać, że to czas przeszły, że Bliski Wschód w Notturno to nie miejsce wojny i nieustannych katastrof, lecz teatr ewokujący zmarłych, ożywiający na nowo owe tragedie.

Styl estetycznej, dokumentalnej inscenizacji zakrawa o artystyczną arogancję, o mówienie o ważkich tematach z bezpiecznego piedestału dorobku kulturowego Europy. Nie chodzi oczywiście o to, by chwycić za kamerę i pędzić tam, gdzie ludzie giną od ognia karabinów maszynowych. Nie chodzi też o to, żeby w artystycznym pędzie odwrócić się od widzów i stworzyć dzieło tak elitarystyczne, pozbawione reżyserskiej kontroli nad obrazem, że aż mętne i nieprzystępne. Nie chodzi również o porzucenie autorskiego stylu – choć może warto go przemyśleć i wykorzystać z korzyścią dla opowiadanej historii? Rosi wpada w pułapkę swojego własnego stylu – estetyzm w Notturno jest ważniejszy od reżyserowanych ludzi i ich opowieści.

Kamera Rosiego jest obcym okiem, patrzącym takim spojrzeniem, które nie pasuje do naznaczonych nieustannymi katastrofami bliskowschodnich realiów. Obrazowi włoskiego reżysera bliżej jest do poetyckiej fabuły niż społecznie zaangażowanego dokumentu-reportażu. Czy oznacza to, że Notturno należy całkowicie skreślić? Rosi wciąż pozostaje twórcą z doskonałym okiem do kadrów, lecz by móc w pełni cieszyć nimi nasze oczy, powinniśmy chyba zapomnieć o kontekście i poznawać ów świat w oderwaniu od kultury i historii.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska