Site Loader

Kino irańskie umiłowało sobie szczególnie dwie rzeczy: neorealizm oraz autotematyzm. Tematyka społeczna, ciążenie w kierunku stylu dokumentalnego, praca z naturszczykami, częsta obecność kamery filmowej na ekranie w różnych kontekstach, autorefleksyjność. Tak jest w kinie Jafara Panahiego, który wodząc się za nosy z irańską cenzurą, uczynił z autotematyzmu centrum przynajmniej części swoich dzieł, personalnie występując na ekranie, tworząc w czasie rzeczywistym lub kreując podobne wrażenie (To nie jest film, Taxi-Teheran, Trzy twarze). W filmach innego irańskiego mistrza, Abbasa Kiarostamiego, widz nieustannie przypomina sobie o tym, że jest obserwatorem, a ta świadomość stanowi pole dialogu z samym medium (Trylogia Koker: Gdzie jest dom mojego przyjaciela?, A życie trwa dalej, Pod oliwkami).

Choć w swojej nagrodzonej w Wenecji Ziemi jałowej Ahmad Bahrami podąża utartym przez kolegów po fachu neorealistycznym szlakiem, uniwersalny, antykapitalistyczny wymiar jego filmu aktualizuje obraz Iranu, do jakiego przyzwyczaiły nas Zachodnie festiwale. Reżyser adaptuje narrację znaną z Rashomon Akiry Kurosawy – chwile przed przemówieniem właściciela fabryki cegieł, której dotyczy akcja filmu, przedstawione są z perspektywy kolejnych pracowników. Wśród nich znajdzie się Shahu, Kurd, który wraz z rodziną żyje w lęku o skazanego na śmierć ojca, Ebrahim zakochany w Gohar, której nieprzychylny ojciec, Mashebad, próbuje zapobiec temu związkowi. Jest również wycofana Sarvar (Mahdie Nassaj) z synem oraz podkochujący się w niej Lotfollah (Ali Bagheri), mężczyzna, który urodził się w cegielni i tutaj spędził całe swoje życie, wykonując polecenia szefa i pośrednicząc między nim a innymi pracownikami.

Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Cegielnia, w której zmagają się z żywiołami ognia i ziemi robotnicy, jest jedną z ostatnich dwóch w spalonej słońcem dolinie, która kiedyś słynęła z produkcji coraz mniej pożądanego materiału. Nad wszystkim czuwa z rzadka odwiedzający fabrykę Szef (Farrokh Nemati), surowym okiem obserwujący swoich podopiecznych, zamiast zaległych wypłat oferujący im czekające na odpowiedni czas obietnice.

Ziemia jałowa uderza atmosferą bezsilności, uległości, buntu duszonego w zarodku, wiecznym oczekiwaniem na szczęście, które nie ma prawa narodzić się na spalonym gruncie. Mimo że obojętność i nieczułość Szefa – przypominającego coraz bardziej złego demiurga niż sprawiedliwego ojca – stają się jasne w chwili, kiedy po raz pierwszy jesteśmy świadkami fragmentu jego przemówienia, Bahrami wydłuża oczekiwanie robotników na wyrok. Choć perspektywy ceglarzy są różne, jeden dzień pracy obserwowany kilkukrotnie, staje się setką dni przepracowanych na gorącym odludziu. Setką dni bez wypłaty, setką dni bez perspektyw na lepszą przyszłość, setką bezsensownych dni służących wyłącznie podtrzymaniu pełnej złudzeń bańki.

Piękne, czarnobiałe zdjęcia zrealizowane przez Masouda Amini Tiraniego sprawiają, że przywożony przez Lotfallaha lód błyszczy się niczym kamień księżycowy pośród szarożółtego krajobrazu, otaczającego cegielnię. Choć niewątpliwie ulotnie piękne, dzieło Bahramiego to portret bezdusznego, pozbawionego skrupułów wyzysku, który swoją prawdziwą twarz ukrywa za przekonującym, spokojnym tonem: cierpliwości, wszystko w swoim czasie. Lecz czas dla ceglarzy to wartość, która topnieje równie szybko, co lód na pustyni.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska

Archiwa