Site Loader

Hirokazu Koreeda wyrósł na wybitnego eksperta od portretowania relacji rodzinnych. Swoją karierę zaczynał we wczesnych latach 90 od programów telewizyjnych i dokumentów. Dobrym przykładem jest Without Memory z 1996 roku – opowiadący o mężczyźnie chorym na rzadką odmianę utraty pamięci. Jest to film, w którym doskonale widać krystalizujące się oko reżysera do relacji i portretowania subtelnie przeżywanych tragedii. Dodatkowo ciekawym wątkiem jest element społecznie zaangażowany, tj. sprzeciw wobec ówczesnym praktykom japońskiego Ministerstwa Zdrowia (wycofanie refundacji na witaminy powoduje nadużycia szpitali wobec pacjentów – brak witamin skutkuje różnymi poważnymi chorobami, m.in. utratą pamięci).

Powoli tworzący się wtedy charakterystyczny styl Koreedy, często nazywam  japońską nową falą (ze względu na tematyczne zbieżności z Yasujirô Ozu) lub japońską falą emocji (podobne obrazowanie, choć z innym rodzajem wrażliwości, bardziej poetyckiej, znajdziemy u Naomi Kawase). Skupienie na wewnętrznych przeżyciach, emocjonalności, a czasem (nawet!) dotyku, nie jest czymś oczywistym dla kina i kultury dalekowschodniej. Reżyser zasłynął właśnie takimi ciepłymi, subtelnymi i mądrymi obrazkami, do których najczęściej sam pisze scenariusze.

Ów styl wielokrotnie spotkał się z uznaniem krytyków i widzów – o czym świadczy sześć nominacji do Złotej Palmy na przestrzeni lat, w tym, po ostatnim rozdaniu, dwie wygrane. Pierwszym zwycięstwem był Jak ojciec i syn z 2013 roku. Prosta historia o odkryciu, że ukochany (jak dotąd) syn został przy porodzie zamieniony, nie jest więc tym biologicznym. Spojrzenie na dwie rodziny, nieco klasowe, ale bez wartościowania. Akceptacja, dorastanie do rodziny. Narracja w punkt, jak to u Koreedy, nieskomplikowanie, ani za dużo patosu, ani nie jest zbyt błaho, ani zbyt sensacyjnie lub plotkarsko. Rodzinnie.

Tegorocznym sukcesem okazał się najświeższy film reżysera, Shoplifters. Decyzja canneńskiego jury była opisywana jako zaskakująca, choć, jak myślę, w pewnym sensie spodziewana. W filmie Koreeda powraca do tego, z czego jest znany, czyli rodzinnego dramatu ze śladami społecznego zaangażowania. Shoplifters (który w Polsce będzie dostępny pewnie najwcześniej podczas Nowych Horyzontów) opowiada o biednej rodzinie utrzymującej się z drobnych kradzieży, która decyduje się zaopiekować się dziewczynką porzuconą i pozostawioną okrutnemu przetrwaniu na mrozie.

W swoim wcześniejszym filmie, The Third Murder z 2017, Koreeda próbował odejść od tematyki rodzinnej, sięgając po konwencję dramatu sądowego i próbując udowodnić, że potrafi kręcić wszechstronnie. Eksperyment został przyjęty mieszanie, film okazał się nierówny i raczej nieudany.

To nie jest tak, że japoński reżyser jest pozbawiony wszechstronności – tyle że owa wszechstronność objawia się na polu dramatu rodzinnego. I stąd chyba nagroda dla Shoplifters. Stąd, że mimo że wszyscy jesteśmy do jego stylu przyzwyczajeni – do prostych, świetnie skalibrowanych historii, które nie boją się swojej własnej prostoty i (ciepłej, należy dodać) przewidywalności, wciąż potrafi chwycić nas za serce i czymś zaskoczyć.

Być może to zaskoczenie wynika z pozytywnej ożywczości, jaką filmy Koreedy w sobie mają. Kino europejskie przyzwyczaiło nas raczej, jeżeli chodzi o dramaty rodzinne, do skupienia na nieszczęściu i tragedii. Z kolei Japończyk tragedię zwykle przesuwa do tła, skupiając się na samej relacji, komplikując ją uczuciami (zwykle ciepłymi, pozytywnymi, choć nieco zagubionymi, jak np. w Naszej młodszej siostrze z 2015 roku – tu ogromnym plusem postaci kobiece).

Najwyższą wartością w kinie Koreedy jest – niezmiennie – rodzina. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę, że reżyser wyrasta z silnie naznaczonej tradycją japońskiej kultury. Są to jednak rodziny w różnych wydaniach: niepełne (tj. bez którejś z głównych postaci, np. ojca, jak w Naszej młodszej siostrze), podzielone (jak w  Życzeniu z 2011, gdzie dwóch młodych chłopców, braci, próbuje do siebie dotrzeć mimo odległości), naznaczone przeszłością (Ciągle na chodzie z 2008 roku, gdzie przeszłość utrudnia relacje, lecz kluczem do zgody staje się sama rodzina) lub poszukujące tożsamości (tu niezwykle ciekawa Dmuchana lala z 2009 roku, ze wspaniałym portretem kobiecym, melodramatem).

Na koniec, zachęcając do zapoznania się z twórczością reżysera, pozostawię pytanie otwarte – czy to, że filmy Koreedy zdobywają sobie serca europejczyków, wskazuje na uniwersalność kryzysu rodziny, na silną obecność kryzysu tradycyjnej rodziny w Europie, czy może po prostu: na zainteresowaniu kinem dalekowschodnim?

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *