Site Loader

Gdyby potraktować tytuł najbardziej znanej, kultowej produkcji Władysława Pasikowskiego jako coś więcej niż tylko epitet dość dosłownie opisujący swoich bohaterów (brudnych, agresywnych funkcjonariuszy SB u progu transformacji ustrojowej), można by odnieść wrażenie, że jest też trafną sugestią co do sił sterujących światem i ludźmi w Psach. Oto przecież w starożytnej Grecji psami (grec. kýon) nazywano cyników[1].

Filozofia cynicka wyjątkowo zgrabnie wpasowuje się w świat stworzony przez Pasikowskiego. W końcu, czy wśród starożytnych filozofów był ktoś bardziej skupiony na moralności niż cynicy? („W imię zasad, s…”.). Dla cynika jedyną wartością w zobojętniałym świecie była cnota. Zupełnie tak, jak jedyną rzeczą, która była w stanie wzruszyć serca Fanza Maurera i jego kolegów, był męski, krwawy kodeks moralny – poczucie honoru i potrzeba zemsty wyjęte prosto z klasycznych amerykańskich filmów gangsterskich i westernów[2].

Kino Świat – materiały prasowe

Problem polega na tym – co słusznie wskazywała Ewa Mazierska niemal 20 lat temu, analizując polskie kino posttransformacyjne w artykule Pogrążony w kryzysie. Portret mężczyzny w polskim kinie postkomunistycznym w „Kwartalniku Filmowym”[3] – że ów kodeks moralny i popularność Psów świadczą o czymś o wiele głębszym niż tylko zachłyśnięcie się możliwościami komercji. Świadczą o pulsującym złośliwie tuż pod skórą kryzysie męskich wzorców i sensu istnienia w nowym świecie. W realiach bezlitosnego rynku, który częściej przytłoczy poczuciem porażki niż pozwoli współdzielić z najbogatszymi i uprzywilejowanymi wielki sukces demokracji wolnorynkowej.

Zmieniają się zasady. Mężczyzna nie może już czuć się pewnie, a jego wzorzec postępowania będzie radykalizować się wprost proporcjonalnie do frustracji życia w pozbawionym bezpieczeństwa i komfortu świecie – trzeba być twardym, trzeba być męskim, trzeba być macho („Bo to zła kobieta była”, ale jeśli „P… MOJĄ kobietę”, to czeka cię zemsta). Bohaterowie Psów doskonale obrazowali to męskie poczucie krzywdy. Brak stabilizacji prowadzi ich prosto w sidła zacietrzewionego wypaczonym honorem ego. Lecz – na co zwykle wskazuje się przy badaniu kryzysów ekonomicznych, społeczno-kulturalnych i politycznych – kryzys może wywołać pozytywny efekt. O ile, oczywiście, wsiąknie, zostanie zinternalizowany i poddany autorefleksji i pracy.

Skoro Psy można było analizować jako zwierciadło męskiego świata tuż po transformacji, możemy przyjąć, że ostatnia część serii, Psy 3: w imię zasad, która właśnie trafiła do kin, będzie portretem męskości po ponad 30 latach od 89 roku. Warto, jak myślę, zadać sobie pytanie o różnice i o to, co się właściwie z ową męskością stało przez ten czas. Czy zasady i priorytety naszych cyników uległy zmianie?

Franz Maurer po 25 latach odsiadki wychodzi na wolność. Trafia do świata zupełnie świeżego i nowego – telefony, oblepiona billboardami Warszawa, pozornie odmienione stosunki sił w świecie przestępczym i policyjnym, nieaktualne kontakty z przeszłości. Szybko okazuje się jednak, że współczesny świat jest łudząco podobny do tego z przeszłości. Rozkład sił wygląda niemal tak samo jak kiedyś, a może nawet brutalniej (policyjna przemoc, bezkarność, zamiatanie spraw pod dywan, brak szacunku do ludzkiego życia, brak nawet kumpelskiego przywiązania), zmieniły się tylko kadry. Konflikty wciąż załatwia się w kuluarach (swoje pierwsze kroki Maurer kieruje do swoich starych kontaktów, a w ten sposób trafia do szefa mafii), sprawy – już nieobciążane ciężkimi tekami pełnymi haków, te przecież uleciały z dymem – ulegają przedawnieniom. W kapitalistycznej dżungli każdy dba o swoją skórę.

Kino Świat – materiały prasowe

Choć fabularnie Psy 3 nie grzeszą logiką – wątki mafijne rozjeżdżają się, jakby niedokończone, ustępując miejsca portretowi skorumpowanej siły policyjnej i ostatniego boju „starego” honoru z nowym porządkiem – to przecież w tej serii nigdy nie chodziło o stalową logikę. Chodziło o charyzmatyczną, twardą, męską postać. A w ostatnim filmie najbardziej znanego polskiego reżysera kina akcji mamy właściwie same takie postaci.

Począwszy od samego Maurera (Linda), który początkowo raczej ma się przed zemstą bronić (powrót GRU), by ostatecznie jednak zamienić się w triumfującego mściciela, przez „Nowego” (Pazura), którego motywacją jest pomszczenie rodziny, a także komisarza Witkowskiego (Dorociński), który próbuje zaprowadzić porządki w policji, aż po postać, która według terminologii Mazierskiej mogłaby uchodzić za „nowego mężczyznę”, czyli Damiana (Fabijański), pozornie łagodnego weterana wojny w Afganistanie, który z potulnego drwala transformuje się w wyborowego snajpera (i kieruje się dokładnie tym samym zbiorem zasad, co starzy wyjadacze).

Ciężko uwierzyć w to, że ten męski, męski świat w ogóle nie zmienił się w ciągu 25 lat odsiadki Maurera. Kobiety wciąż są pozbawione siły sprawczej, a ich dialogi i pytania są tak sztuczne, że aż zęby bolą. Witkowski ze swoją kochanką, Olą (Dominika Walo), już po jednej wspólnej nocy snują plany wspólnego życia („Chcę się przy tobie budzić i przy tobie zasypiać”), a słynna Andżela (Magdalena Wojnarowska), mająca niewielkie kameo, wypytuje Maurera o to, czy założył rodzinę (bo przecież co mógł robić przez ostatnie 25 lat?).

Gdyby nie ta sztuczność relacji międzypłciowych można by pomyśleć, że świat cyników nie tylko nie zmienił się od naszych ostatnich odwiedzin, lecz również przesiąkł mizoginią do szpiku kości. Można jednak odnieść wrażenie, że solidny ładunek kiczu, absurdu i żenujących żartów stanowi pewien rodzaj rozliczenia się Pasikowskiego z jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem. Niestety, wszystko na co możemy liczyć, to bezpieczna, zdystansowana ironia – żadna kobieta nie przełamie szkodliwego wzoru zachowania, tak jakby naturalnie przyjmując swoją przedmiotową rolę.

Harvey Mansfield, amerykański badacz afiliowany na Harvardzie, wypromował pojęcie „menesansu”, mające, jak sama nazwa wskazuje opisywać renesans męskości, który zaczął rozwijać swoje skrzydła na początku nowego tysiąclecia. Psy 3: w imię zasad, podobnie jak pierwsza część serii, są filmem nostalgicznym, a na dodatek nostalgicznym na poziomie meta. Już nie za samym PRL-em, lecz za czasami nostalgii za PRL-em – wtedy przecież można było marzyć o wielkim powrocie męskości, o byciu macho i degradowaniu roli kobiet do pozbawionego głosu przedmiotu.

Wolę myśleć, że psie wybryki (jeśli traktujemy je poważnie, zapominając o ironicznym ładunku filmu, którym Pasikowski chciałby zatrzeć ślady przeszłości) są raczej objawem ostatnich podrygów i dogorywania owego cynicznego menesansu, a nie szumną zapowiedzią jego powrotu. Nadzieję pozwala mieć to, że większość widzów zapewne nie potraktuje ostatniej części Psów poważnie, raczej śmiejąc się z kiczu, niż podskakując z zaangażowania. Chciałoby się powiedzieć, że najwyższa pora na femmesans w polskim kinie – czy ktoś jeszcze chętnie zobaczyłby Andżelę zyskującą pełnię głosu, sprawczość i siłę, która niewątpliwie tkwi pod sztucznie uległą powłoką?


[1] Za trop, inspirującą rozmowę i wspólną kpinę z ekranowej mizoginii i seksizmów, serdecznie dziękuję Miłce!

[2] Swoją drogą, rozkładając na części klasyczne amerykańskie kino gatunkowe nietrudno zauważyć, jak bardzo jest ono przemocowe i męskocentryczne – John Wayne wcale nie odgrywał miłych postaci, w gruncie rzeczy, choć rozprawiał się z bandytami i lokalnymi problemami, robił to w sposób brutalny i mściwy (i dokładnie tą ścieżką wędruje Franz Maurer), by zostawić po sobie pogorzelisko, rozmywając się w krwawym, zachodzącym słońcu.

[3] Ewa Mazierska, Pogrążony w kryzysie. Portret mężczyzny w polskim kinie postkomunistycznym, „Kwartalnik Filmowy” 2003, nr 43, [dost. online]: http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/artykuly/pograzony-w-kryzysie-portret-mezczyzny-w-polskim-kinie-postkomunistycznym/27.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska

Archiwa