Site Loader

Kosmiczne maszyny autorstwa duetu Raphaëla Hernandeza i Savitri Joly-Gonfard to film, który zaskakuje na wielu poziomach. Coś, co na początku wydaje się niczym więcej niż czysty festiwal kiczu – połączenie Galaxiny (William Sachs, 1980) z pastelowym designem statków kosmicznych rodem z niepowstałej Diuny Jodorowsky’ego – okazuje się być czymś zupełnie innym. Wystarczy powiedzieć, że gdyby Galaxina była feministką, odnalazłaby się świetnie w świecie Kosmicznych maszyn.

Film francuskich twórców może być odczytywany jako zemsta na retro sci-fi (np. właśnie na Galaxinie czy Barbarelli Rogera Vadimaz 1968), w którym półnaga kobieta nosząca na sobie futurystyczne bikini stanowiła obiekt męskiego mokrego snu[1]. Świadomie pozwalam sobie tutaj na przerysowanie sytuacji. Dzieło francuskich artystów jest bowiem bardziej krytyką wyobrażenia dotyczącego kolorowego kosmosu uległego męskiej dominacji i silnym przeciwstawieniem się przemocy wobec kobiet, a nie dekonstrukcją konkretnych filmów – które jednak niewątpliwie stanowiły dla artystów inspirację.

Splat!FilmFest

Dynamika dzieła przypomina teledysk lub komiks. W zaledwie 50-minutowym filmie udało się twórcom zmieścić zwartą, zrozumiałą opowieść. Jasna, technikolorowa stylistyka i przeszarżowane efekty wizualne wręcz ociekają kiczem, lecz w Kosmicznych maszynach nie ma wstydu – są dokładnie takie, jakie miały być. Tę estetykę – muzycznej space opery do fenomenalnych rytmów w stylu synthwave, skomponowanych przez Carpentera Bruta – można kupić w ciemno.

Hernandez i Joly-Gonfard eksplorują temat znany od czasu filmu-filaru gatunku, czyli Odysei kosmicznej Kubricka z 1968 roku. Chodzi mianowicie o ontologię robotów – czy sztuczna inteligencja ma świadomość, czy sztuczna inteligencja ma duszę, itd. Francuscy artyści na owej ontologicznej wątpliwości tworzą prosty podział. Mężczyźni, reprezentujący siłę kontrolującą, widzą w robotach zaledwie narzędzie, kobiety zaś traktują roboty jak siostry (AI jest tu po prostu kobieca – także wizualnie). Walka o wyzwolenie sztucznej inteligencji staje się walką płci.

Lecz nawet zatwardzialcy nie powinni czuć się obrażeni, ponieważ rozrywki jest na tyle dużo, że starczy i dla nich. Poza tym, nie wszyscy mężczyźni przedstawieni są negatywnie (a ci, który zdecydują się obejrzeć film dla golizny, dostaną jej solidną dawkę). Weźmy pod uwagę postać starszego mechanika, który troszczy się o maszyny i wydaje się rozumieć więź, jak jaka łączy kobiety z ich statkami. Film francuskiego duetu to sprytna, edukacyjna, ideologiczna robota. Zachowania przemocowe są ostro (i efektownie) piętnowane, nie ma też wątpliwości, która strona konfliktu wywołuje sympatię.

Kosmiczne maszyny to seans, który dostarczy sporej satysfakcji. Przede wszystkim jest znakomitą rozrywką, skutecznie zaspokajającą zdrową potrzebę kiczu, którą każdy z nas ma od czasu do czasu. Poza tym, co stanowi o tym, że film jest produkcją zaskakująco udaną, widzowie choć na chwilę poczują radość z tryumfującej sprawiedliwości zwyciężającej przemoc.


[1] Warto zauważyć, że Barbarella nie jest bohaterką, która była odczytywana jednoznacznie. Dla niektórych hiper-seksualność przedstawiona w filmie stanowi wystarczający argument, by go skreślić jako obraźliwy, inni podkreślają siłę, niezależność i zdolność do adaptacji bohaterki.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska