Site Loader

Kino braku – recenzja Bożego Ciała Jana Komasy

Polski kandydat do Oscara, Boże Ciało Jana Komasy, jest filmem, który na pierwszy rzut oka spełnia marzenia o kinie biorącym na warsztat społeczeństwo i dekonstruującym stosunki władzy w nim panujące. Kinie ucierającym nosa zamkniętemu na ludzkie potrzeby klerowi i tradycyjnie dbającej tylko o własne interesy władzy. W rzeczywistości najnowsze dzieło Komasy jest marzeniem tylko na papierze.

Z pamiętnika młodego incela

Zilberman nie zatrzymuje się tylko na suchych faktach. Zastanawia się nad tym, skąd dokładnie bierze się przemoc czy radykalizm młodych ludzi (należy pamiętać, że Izrael jest obecnie państwem bardzo mocno nacechowanym prawicowo, w tym sensie więc Straszne dni są nie tylko opowieścią o przeszłych wydarzeniach, lecz również ostrzeżeniem dotyczącym przyszłości Izraela).

Pasożyty wszystkich krajów, łączcie się: recenzja Parasite Bong Joon-hoo

Wybierając się na film spodziewałem się wielu rzeczy. Spodziewałem się, że koreański twórca będzie bawił się gatunkami filmowymi, tak jak robił to w swoich poprzednich dziełach. Spodziewałem się – podobnie jak w Snowpiercerze – silnie zarysowanego konfliktu klasowego oraz wyraźnej dewaloryzacji sił (kapitału) stojących za działaniem kapitalizmu jako systemu.

Złote Globy: Green Book

Tony zostaje kierowcą Shirley’a i razem z nim wyrusza w trasę koncertową po amerykańskim Południu. Rzeczywistym celem mieszkającego samotnie nad Carnegie Hall wirtuoza nie jest zarobek, lecz przysłużenie się powolnemu procesowi równania rasowego w miejscach, w których jest o to najciężej.