Site Loader

Nie ma nas w domu jest kolejnym filmem Kena Loacha, w którym reżyser gra na emocjonalnych strunach. Jest to piosenka (czy raczej lament, krzyk rozpaczy) potrzebna i przerażająco aktualna. Opowiada bowiem o tej stronie kapitalizmu, którego większość ludzi nie chce dostrzec – o systemie, w którym zaczyna brakować miejsca dla zwykłych ludzi i ich dobrobytu, o systemie, który produkuje bezwolnych niewolników zmuszanych do pracy nie fizycznym biczem, lecz zobowiązaniem finansowym, kredytem, itd.

Nowy film dwukrotnego zdobywcy Złotej Palmy mieści w sobie nie tylko dramat pracownika, który wpada w pułapkę pracy pod prywatną franszyzą (nieświadomie rezygnując ze swoich praw pracowniczych na rzecz „pracy dla siebie”), lecz również klasyczną rodzinną obyczajówkę. Loach komplikuje w ten sposób rodzinny dramat, który w normalnych warunkach zapewne zostałby rozwiązany w ten czy inny sposób, a w wypadku Nie ma nas w domu brakuje na to czasu.

M2Films – materiały dystrybutora

Podpisanie umowy z prywatną firmą to skok Ricky’ego (ojca rodziny) w otchłań bez powrotu. Aby opłacić kaucję na zakup nowej ciężarówki dostawczej (w końcu ma to być „praca dla siebie”, posiadanie własnej ciężarówki opłaca się bardziej niż wynajmowanie wozu od firmy), Abby, żona Ricky’ego, sprzedaje swój samochód (i od tej pory zaczyna dojeżdżać do swojej pracy komunikacją miejską – a jest to praca wcale nielekka, Abby jest opiekunką starszych osób). Ricky zaczyna morderczą, 14-godzinną pracę. Rodzina ma coraz mniej czasu na podtrzymywanie relacji między sobą.

Niemożliwość komunikacji powoduje niezrozumienie – szczególnie cierpi tu relacja między ojcem a synem, Sebastianem. Dojrzewający chłopak przestaje pojawiać się w szkole i zaczyna sprawiać coraz więcej problemów, których nie da się rozwiązać krzykiem, zakazami, lub podczas krótkich chwil radości przy wieczornych kolacjach. Każdy z członków rodziny, chciałby, żeby było „tak, jak kiedyś” (pragnienie to wyraża wprost 11-letnia córka, Lisa Jane). Nie jest to jednak możliwe. Ricky próbując pogodzić obowiązki ojca z pracą pakuje się w coraz większe tarapaty – w pracy sypią się sankcje i kary (nigdy nie udaje się znaleźć zastępczego kierowcy, życie toczy się za szybko), rodzina żyje w coraz większym napięciu, właściwie nikt nie ma sposobu na rozwiązanie problemów.

Loach podkreśla zamknięcie bohaterów w kapitalistycznej klatce prostymi, znanymi środkami – ciasnymi kadrami i przestrzeniami oraz detalami, które sugerują pęknięcia w systemie (jak starsza pani, która celowo zbija talerz, kierowca, któremu puszczają nerwy i rzuca się na swojego szefa, czy Ricky, który od innego kierowcy dostaje butelkę na mocz – „podziękujesz mi później”).

Problem polega na tym, że twórca powoli odziera bohaterów (i widzów) z ostatnich skrawków nadziei. Z chwili na chwilę jest coraz gorzej. Loach odbiera bohaterom nawet możliwość decyzji – wybór między pracą a rodziną staje się wyborem między życiem a śmiercią. Niewolnicza praca zostaje tu jedynym wyjściem.

I oczywiście część z widzów zdaje sobie zapewne sprawę, że ilość osób zmaltretowanych w ten sposób przez kapitalizm jest zastraszająca. Dla nas Nie ma nas w domu będzie miało wydźwięk groźby, a nie moralitetu. „Patrzcie, już jest za późno na działanie!”, zdaje się mówić Loach. Myślę, że dojmujący emocjonalnie obraz prędzej zadziała na uprzywilejowanych, którzy nie mają styczności z tym obcym dla nich światem i na tych, którzy szczerze wierzą w możliwość paróweczkowych imperiów.

Jako osoba, na którą kino miało olbrzymi wpływ światopoglądowy, wciąż wierzę w opiniotwórczą moc filmów. Wierzę, że Nie ma nas w domu może być filmem skutecznym i jestem przekonany o ogromnej potrzebie powstawania takich obrazów: silnych przekazów zdolnych otworzyć oczy nawet najbardziej zamkniętym na rzeczywistość.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *