Site Loader

Straszne dni Yarona Zilbermana, czyli izraelski kandydat do Oscara, to wyraźny głos krytykujący radykalne trendy prawicowe oraz mechanizmy przemocy, które wzmacniają wewnętrzne podziały między ludźmi. Zilberman z perspektywy mikro-historii postaci Yigala Amira, zabójcy – oraz jego stopniowego staczania się w radykalną czeluść – pokazuje wydarzenia bezpośrednio poprzedzające zastrzelenie byłego premiera Izraela, Icchaka Rabina, które zostało dokonane w listopadzie 1995 roku.

Izraelsko-amerykański twórca niespiesznie rysuje napięcia, które kotłowały się między Izraelczykami i Palestyńczykami w latach 90. Na jednym poziomie robi to za pomocą portretów dwóch żydowskich rodzin – biedniejszej i bogatszej, rdzennej i tej będącej spadkobiercami syjonistów wracających po kilku tysiącach lat wygnania. Widzimy też środowisko studenckie i różne barwy patriotyzmu – tego bojowego i tego bardziej wyważonego, choć bardzo podatnego na manipulacje. Na drugim poziomie widzimy pojawiające się w tle materiały archiwalne, pełne emocji wystąpienia premiera, starającego się załagodzić konflikt z Palestyńczykami i dążącego do pokojowej współpracy z Jasirem Arafatem.

Zilberman nie zatrzymuje się tylko na suchych faktach. Zastanawia się nad tym, skąd dokładnie bierze się przemoc czy radykalizm młodych ludzi (należy pamiętać, że Izrael jest obecnie państwem bardzo mocno nacechowanym prawicowo, w tym sensie więc Straszne dni są nie tylko opowieścią o przeszłych wydarzeniach, lecz również ostrzeżeniem dotyczącym przyszłości Izraela). Odpowiedź reżysera jest prosta, lecz przekonująca.

Dla twórcy Późnego kwartetu żyznym gruntem, na który pada ziarno przemocy, jest ortodoksyjne wychowanie, życie w świecie chorobliwej dyscypliny i nacisku na czystość seksualną. W rzeczywistości, w której seksualność nie znajduje normalnego, zdrowego ujścia – lub jest o nie bardzo trudno, biorąc pod uwagę kontrolne relacje rodzinne, kapłańsko-hierarchiczne społeczeństwo[1], zdecydowanie większą obecność mężczyzn w życiu społecznym, kobiety wycofane do domów, itd. – pojawia się frustracja.

Warszawski Festiwal Filmowy – materiały prasowe

Oto historia młodego Yigala Amira, któremu łatwiej przychodziło zabijanie wrogów podczas służby wojskowej, niż dogadanie się z dziewczyną. Im więcej porażek, tym silniej zacietrzewia się w swojej, coraz to bardziej wypaczonej, wizji świata. Z czasem pojawia się silne przekonanie o tym, że – wbrew wszystkim dookoła – to on jest bożym wybrańcem i to on ma rację.

Kozłem ofiarnym w tej sytuacji stają się nie tylko kobiety (które w tym świecie rzadko mają inne role niż te uwłaczające – wiążące kobietę z ogniskiem domowym), lecz przede wszystkim przedstawiciele liberalnej opcji. Ci, którzy zdążyli już wyzwolić się z pęt fundamentalnej wizji na świat. Negatywnym symbolem uosabiającym tę grupę dla młodych sfrustrowanych staje się Icchak Rabin.

Nawet pobieżnie znający historię widz, kojarzy co stało się w Izraelu w 1995 roku, lub bardzo szybko jest w stanie połączyć fakty. Wiemy dokładnie, co się wydarzy, bardzo szybko jesteśmy w stanie domyślić się, kim jest główny bohater i jak będzie wyglądał punkt kulminacyjny. Niestety, jesteśmy zmuszeni czekać na niego bardzo długo.

Domyślam się oczywiście, że wśród Izraelczyków film może powodować gęsią skórkę. Ale nawet wśród widzów, którzy żyją w podobnych społeczeństwach lub społecznościach po pierwszej godzinie z każdą kolejną minutą Straszne dni będą powoli tracić swoją skuteczność.

Zilberman dobrze zrealizował swój obraz pod względem technicznym i doskonale przedstawił drogę od frustracji do wybuchu młodego incela. Dla widzów, którzy świetnie kojarzą zachowania inceli – choćby z Internetu – to nie wystarczy. Nie trzeba nas ostrzegać przed zagrożeniem, z którego istnienia od dawna zdajemy sobie sprawę. Pytanie powinno raczej brzmieć – jak otworzyć współczesne społeczeństwa i jak tym biednym chłopcom pomóc?


[1] Co dla Polaków też wcale nie jest obce – film Zilbermana może być skuteczny nie tylko w Izraelu, mam takie podejrzenie.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *