Site Loader

Wydaje się, że społeczeństwo zachodnie wyjątkowo mocno potrzebuje edukacyjnych, prostych opowieści, które uczyłyby tego, co dla niektórych wydaje się oczywiste – tolerancji, akceptacji i współżycia z Innym. Takim filmem jest Judy i Punch australijskiej twórczyni, Mirry Foulkes. Utrzymana w formie przypowieści historia może być odbierana jako pochodna kina eksploatacji – może nie rape, ale na pewno revenge.Tak wygląda solidna bajka – opowieść niebojąca się dekonstrukcji przemocy i ważnych, uniwersalnych tematów.

Bez wątpienia jest to film nie tylko z feministycznym przesłaniem, lecz również z silnym głosem sprzeciwu wobec przemocowych form wykluczenia. Foulkes bierze na warsztat tradycyjne brytyjskie przedstawienie lalkarskie pełne przemocy wobec kobiet. XVII wiek. Małżeństwo lalkarzy, Judy (Mia Wasikowska) i Punch (Damon Herriman), których sława przeminęła wraz z pojawieniem się alkoholu, którego ekscesywnie zaczął używać Punch, mieszka w małym, silnie konserwatywnym miasteczku – Seaside – i utrzymuje się z pokazów, licząc na pojawienie się krytyków i powrót do łask publiczności większych scen.

Warszawski Festiwal Filmowy – materiały prasowe

Pokazywane przez nich przedstawienie jest odbiciem jeden do jednego społeczeństwa, w którym przyszło im funkcjonować. Lalki, nie dość, że noszą imiona swoich lalkarzy, to są jeszcze odbiciem rzeczywistych relacji między bohaterami i zapowiedzią tego, co wydarzy się na ekranie. Należy spodziewać się oprawionej w czarny humor przemocy, męskocentrycznego, rządzonego strachem miasteczka i bardzo wyraźnie zarysowanych (a nawet przerysowanych) charakterów.

Obok konserwatywnego miasteczka znajduje się ukryty w ciemnym lesie obóz uchodźców, w którym schronienie znajdują ci, którzy nie mieszczą się w miejskich normach – kobiety oskarżone o uprawianie czarów, osoby o odmiennej orientacji czy wyglądzie. To stamtąd wyjdzie impuls do zrobienia porządków w Seaside.

Można się spierać, czy śmiałe korzystanie ze stereotypów i budowanie filmu na ostrym kontraście między społecznością konserwatywną a wyemancypowaną, nie utrwala przypadkiem tych stereotypów, z którymi w warstwie ideologicznej reżyserka chciałaby walczyć. Australijska twórczyni na szczęście raz na jakiś czas przełamuje utarte wyobrażenia. W tak prostej narracji udaje się Foulkes znaleźć miejsce na więcej kolorów niż tylko czerń i biel.

Judy na przykład przechodzi przemianę z drugofalowej feministki, która – choć częściowo wyzwoliła się przez pracę twórczą i sztukę – została uwiązana przez ognisko domowe i adaptację do roli matki. Będzie się w niej dokonywać przemiana w wyemancypowaną jednostkę – i to na niej skupi się uwaga widza, dając nam ważną lekcję życiową. Inność tych, którzy znajdują się poza miastem, mogłaby być rażąca, ale proste sugestie wystarczają, by załagodzić stereotyp: jedna z kobiet posiada zmaskulinizowane, androgyniczne rysy, ale mimo twardego charakteru posługuje się również wrażliwością wobec córki, czyta też książki. Kiedy minie pierwsze wrażenie, okaże się, że miasto też nie jest takie znowu jednobarwne – tutaj męskocentryzm przełamuje wrażliwy posterunkowy, który w wolnych chwilach dekoruje wartownię.

Choć dla europejskiego widza łopatologiczność Judy i Puncha może okazać się nadmierna, należy mieć świadomość przypowieściowej, umoralniającej narracji, w której takie przekroczenia granicy są na porządku dziennym. Pozostaje tylko życzyć filmowi skuteczności – by dotarł nie tylko do tych, których nie trzeba przekonywać.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *