Site Loader

Czasu nie da się zatrzymać. Z każdym kolejnym uderzeniem serca, z każdym kolejnym biciem zegara, poruszeniem wskazówki, w nieubłaganym rytmie, kolejny cykl podległy prawidłom natury i historii – wielkiej i małej – zmierza do zamknięcia. Umieszczając jednostkę w większym kontekście, wrzucając swoich bohaterów prosto w środek rwącego nurtu czasu i natury, Jakrawal Nilthamrong w swojej Anatomii czasu obserwuje nieubłagane przemijanie życia.

Choć pozornie opowieść tajlandzkiego reżysera dotyczy skomplikowanej historii rodzimego kraju, to udało mu się stworzyć zupełnie uniwersalne dzieło. Historia Tajlandii jest zaledwie subtelnym tłem, delikatnie rezonującym w życiach bohaterów, tak jakby perspektywa widza była bardziej perspektywą natury, dla której ludzkie życia to zaledwie mgnienie oka. A jednocześnie właśnie w owej ulotnej chwili jednego uderzenia serca i wzroku sięgającego półdzikiego, pięknego krajobrazu, tkwi niezwykła poezja i wielka miłość – do miejsca i do ludzi.

Źródło: Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Mikrohistoria głównej bohaterki, Maem, splata się z wielkimi historiami, lecz to jej opowieść jest spoiwem, jest tym, co w Anatomii czasu najistotniejsze. Oto niepewna młodość zamienia się w pełną żalu i zgryzoty starość, a życie Maem jawi się jako pechowy splot wydarzeń uniemożliwiających podjęcie właściwej decyzji: wyboru życiowego partnera. Lecz nawet tragedie, które niweczą wszelkie plany i wróżą smutny, samotny koniec w świecie, który przestaje być znajomy, wpisane w kontekst natury, starszej od najstarszych i pamiętającej najodleglejsze czasy, wydają się piękne.

Choć opowieść jest tragiczna, Tajlandzki reżyser podchodzi do niej z czułością opiekuńczego syna. Syna swojego kraju, lecz również syna mającego świadomość bycia zaledwie częścią, ulotnym pyłkiem większej całości, wszechświata. Co wyjątkowe w Anatomii czasu, to że Nilthamrong nie nadużywa swojej reżyserskiej władzy. Pozostaje cierpliwy, niczym pojawiające się w niejednej scenie filmu, pochyłe drzewo, które urosło na skałach. Trwa, zaglądając to w jeden czas, wspomnienie wojennego tumultu i młodości, to w drugi czas, współczesny, w którym przegrane bitwy toczą się już tylko wewnątrz.

Cierpliwość twórcy popłaca, ponieważ jej efektem jest film idealnie wyważony, będący w złotym środku między różnymi światami: osobistym i historycznym, indywidualnym, ludzkim i światem natury. W końcu co stanowi o doświadczeniu bycia człowiekiem? Nilthamrong zdaje się odpowiadać: przemijanie, powtarzalność cykli ludzkich żyć, uderzenie serca, bicie zegara, poruszenie się wskazówki. Czasu nie da się zatrzymać.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska

Archiwa