Site Loader

Oto prawdopodobnie jedyna lista, jaką kiedykolwiek stworzę, na której znajduje się aż 5 filmów z Netfliksa. W 2021 życzę nam wszystkim zakończenia wszelkich pandemii i zaraz – dominacji dziadersów, obecności klimatycznych denialistów i teorystów spiskowych w szerokich mediach, zygotarian i zwolenników wszelkiej maści fałszywych kapłanów. Zdrowia!

Kwarantanna marzeń o przyszłości – Ostatni i pierwsi ludzie, reż. Jóhann Jóhannsson – Nowe Horyzonty

Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Problem z myśleniem nad wyglądem przyszłości (innej, łamiącej status quo) jest taki, że ciężko ją sobie wyobrazić. Pandemia, choć nie będąca wydarzeniem bez precedensu i mająca wiele wzorów gotowych scenariuszy, była wstrząsem niespodziewanym przez większość z nas. Lecz podobnie jak ciężko było wyobrazić sobie świat ludzi z twarzami zasłoniętymi przez plastiko-pochodne maseczki, tak trudno wyobrazić sobie konsekwencje społeczne, jakie pociągnie za sobą to pokoleniowe doświadczenie.

Życzę nam wszystkim tak żywej wyobraźni, jaką miał Jóhann Jóhannsson – bez niej ciężko będzie myśleć nad światem innym niż brutalny powrót do kompulsywnej konsumpcji.

Kwarantanna panoptyczna – Dylemat społeczny, reż. Jeff Orlowski – Netflix

Dylemat społeczny – Netflix

Dla social mediów i firm kurierskich pandemia jest niezwykle żyznym gruntem. Wirtualny ruch w godzinach szczytu potrafił się korkować, czego szczególnie doświadczyli użytkownicy Internetu z powietrza – kto nie miał dostępu do światłowodu, prędzej czy później doświadczył frustracji i cierpienia.

Idę o zakład, że na podstawie ilości informacji, jakie algorytmy zebrały od użytkowników różnych portali, wyszukiwarek i mediów, można by stworzyć idealnie nijaką sztuczną inteligencję – współczesnego everymana, wyznawcę teorii spiskowych, chrześcijańskiego zelotę, który pod płaszczykiem żarliwej wiary ukrywa zainteresowanie gejowskim porno.

Czy można się ukryć we własnym domu? Czy łatwiej ukryć się przed wirusem, czy przed sprytnym algorytmem?

Kwarantanna myśli o utraconym świecie – David Attenborough: Życie na naszej planecie, reż. Alastair Fothergill, Jonathan Hughes, Keith Scholey – Netflix

David Attenborough: Życie na naszej planecie – Netflix

W ciągu tego pechowego roku moje myśli często kierowały się w stronę klimatu. Na początku z nadzieją patrzyłem na światowy lockdown, starając się widzieć w nim szansę na głęboki oddech dla naszej planety. Z żalem patrzę wstecz – myliłem się. Czasu na myślenie było aż nadto, pożywek dla strachów i lęków aż za wiele. Myślenie o nieuchronnie zbliżającym się końcu świata, jaki znamy, stało się codziennością. To, co David Attenborough przeżywał przez całe swoje życie – wymieranie gatunków, wycinanie lasów deszczowych, topnienie lodowców – my doświadczaliśmy boleśnie w ciągu tylko tego jednego roku. A kiedy nie ma oddechu od nieustannie napływających informacji ze świata – tym boleśniej odczuwamy zmiany.

Drugi rok masowych pożarów tajgi, wstrząsające obrazy zasnutego pomarańczowym dymem Los Angeles (które wcale nie było tłem dla nowego Blade Runnera) i kolejne rekordy wysokich temperatur.

Choć być może znowu będę się mylił – widzę nadzieję w konieczności zmiany stosunków społecznych, dystrybucji informacji i społecznej samoświadomości. Nawet najbardziej oporni denialiści prędzej czy później będą musieli przyznać – tak, tej jesieni deszcz padał tylko 3 razy. Może coś jednak da się uratować.

Kwarantanna nudy – Mank, reż. David Fincher – Netflix

Mank – Netflix

Mank był dla mnie niewątpliwie najnudniejszym seansem tego roku. Patetyczny ton, uwznioślone i podpite dialogi, czerń i biel. Jest to oczywiście kino solidne, osobiste dla twórcy (nieżyjący już ojciec Davida Finchera, Jack, napisał scenariusz), dobrze oddające atmosferę zmieniającego się Hollywood lat 30. Odnoszę wrażenie, że jest coś perwersyjnego w zachwycaniu się obrazem świata niepodzielnie rządzonego przez dziadersów – świata, który wówczas, w latach 30., dopiero nabierał tempa, a który dzisiaj – być może – przeżywa ostatnie konwulsje.

Pandemia przypomniała nam nie tylko, jak dojmująca potrafi być monotonia i nuda powtarzania tych samych czynności w tej samej przestrzeni. Pokazała nam również, jak ciężko przebić się przez rzesze dziadersów, składając kolejny wniosek o dofinansowanie. Wszak cenniejsza jest propozycja kolejnego pomnika dla papieża polaka od pomysłów ratunku (nawet najmarniejszego) polskiego przemysłu filmowego, który w kryzysie tkwił na długo przed pandemią.

Kwarantanna bolącego tyłka – Purpurowe morze, reż. Amel Alzakout, Khaled Abdulwahed – Nowe Horyzonty

Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Niezależnie od ilości pracy, filmów, seriali i poważnych reasearchów na YouTubie w 2020 roku z wiadomych przyczyn spędziliśmy przed ekranami znacznie więcej czasu niż w latach poprzednich. Nie ma drugiego filmu, który lepiej uzmysławiałby zaskakującą cielesność aktu obcowania z wirtualną rzeczywistością – odzywają się stare kontuzje, wady postawy i nawet najbardziej zaprawieni w boju kinofile będą narzekać na obolałe tyłki.

Nie chcę tutaj oczywiście porównywać doświadczenia bycia uchodźcą do trudów i znojów kolejnego eksperymentalnego filmu doświadczanego w domowych warunkach. Purpurowe morze jest jednak obrazem, który za pomocą ewokowania prawdziwego doświadczenia bycia uchodźczynią uzmysławia kruchość naszych własnych ciał siedzących przed ekranami komputerów, służących zarówno do pracy, jak i rozrywki, w przestrzeni, do której praca wdarła się z takim impetem, z jakim woda wdziera się do płuc tonącego.

Czy slow cinema jest w stanie przetrwać w natłoku domowych bodźców? Czy kino artystyczne ma się na małych ekranach lepiej czy gorzej? Z jednej strony kino festiwalowe miało szansę dotrzeć do ilości osób, do której nie dotarłoby w nie-pandemicznych warunkach. Z drugiej – nawet najwytrwalszym przeje się w końcu to samo danie. Jak będzie wyglądało kino post-pandemiczne? Zobaczymy.

Kwarantanna 365 dni seksizmu – 365 dni, reż. Barbara Białowąs, Tomasz Mandes – Netflix

365 dni – Netflix

Nie trzeba być tuzem nauki, ani nawet podpierać się artykułami i statystykami, by na podstawie zdrowego rozsądku domyślić się, że pandemia i wycofanie życia do domowych klatek stanowią doskonałe warunki do wykwitu zachowań przemocowych. Choć świadomość społeczna wzrasta, uogólnijmy, globalnie – wystarczy podać świeże przykłady z Argentyny i Korei Południowej – popularność takich niechlubnych produkcji, jak 365 dni pokazuje, że przed nami wciąż daleka droga ku równości i prawom o samostanowieniu wszystkich obywateli i obywatelek bez względu na płeć i orientację seksualną.

Przekujmy złość i frustrację w czyn – dziadersi będą umierać w samotności i w fetorze wszystkich kłamstw i grzeszków, które zgniją razem z nimi i popadną w zapomnienie – kobiety, wy jesteście przyszłością. I żadna produkcja Basi Białowąs tego nie zmieni.

Kwarantanna załamania – Może pora z tym skończyć, reż. Charlie Kaufman – Netflix

Może pora z tym skończyć – Netflix

Człowiek, chcąc nie chcąc, jest istotą społeczną. Każdy, kto cierpi na depresję lub około-depresyjne zaburzenia, stany lękowe, przekonał się na własnej skórze, że skutki izolacji potrafią być straszne. Choć Charlie Kaufman pracował nad swoim filmem jeszcze przed wybuchem globalnej pandemii, dostarczył idealnych narzędzi dekonstrukcji dla efektów związanych z izolacją.

Izolacja w końcu nie musi być spowodowana tylko pandemiczną kwarantanną, lecz również przemocą, społecznym wykluczeniem, różnicami społecznymi i klasowymi.

Jeśli mamy chociaż spróbować ukształtować materię świata post-pandemicznego, potrzebujemy Cię. Potrzebujemy Twojego doświadczenia, Twojej kreatywności, Ciebie. Tylko wrażliwi mogą być pierwszymi i ostatnimi ludźmi.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska