Site Loader

Jeżeli miałbym spróbować jednym zdaniem scharakteryzować współczesne kino rosyjskie, a przynajmniej to, któremu udaje się przebić przez brak dofinansowania i trudności w zadowoleniu państwowych cenzorów, powiedziałbym: jest to kino, w którego naturze leży łączenie społecznych problemów z metafizyką. Gerda Natalii Kudryashovej jest zderzeniem tych dwóch światów – delikatnej, niewinnej duszy z dziką codziennością, w której trzeba walczyć o przetrwanie.

Lera (Anastasiya Krasovskaya) jest studentką socjologii na lokalnym uniwersytecie. Ojciec-alkoholik (Darius Gumauskas) porzucił rodzinę dla innej kobiety, lecz regularnie powraca w coraz to agresywniejszym upojeniu, by „porozmawiać”, pogarszając stan psychiczny cierpiącej na ataki nerwicy matki (Yuliya Marchenko). Lera została zmuszona przez los do utrzymywania domu, wiedzie więc podwójne życie – studentki i tancerki w erotycznym klubie.

Prowadzona przez reżyserkę Krasovskaya z niezwykłą wrażliwością i delikatnością kreuje postać kruchej, niewinnej Lery. Mimo że bohaterka nie stawia się ani przeciwnościom, ani uszczypliwym komentarzom koleżanek z klubu, przyjmując je w milczeniu, płynie z niej, niewyjaśniona, olbrzymia siła. Światło na źródło owej efemerycznej siły rzuca w pewnym momencie matka Lery, wyciągając zdjęcie z dzieciństwa dziewczyny. Fotografia jest nieudana, została prześwietlona – lecz światło układa się w taki sposób, że wydaje się, że mała Lera ma skrzydła. „Lera jest pod taką presją, że nie może rozwinąć skrzydeł, ale pewnego dnia…”, mówi matka z tym rodzajem bezczelnej ironii, na jaką tylko matki mogą sobie pozwolić.

Całe życie bohaterki wydaje się być w jakiś sposób prześwietlone – tak jakby powracające sny, w których Lera widzi swoją własną duszę, były podobnymi pęknięciami w osnowie rzeczywistości, jak skrzydła na fotografii z dzieciństwa, których wciąż nie może rozwinąć. Tak, wydaje się, że bohaterka nie należy do żadnego ze światów, utknęła gdzieś pomiędzy – lecz w niewyjaśniony sposób potrafi wpływać na rzeczywistość, zmieniając to, co niewidzialne i wpływając na to, co widzialne.

Znajdującemu się gdzieś na granicy realizmu magicznego filmowi Kudryashovej nie brakuje wizualnej brawury. Twórczyni potrafi zachwycać – na przykład długą, transową sekwencją pełnego emocji tańca. Można odnieść wrażenie, że w metaforycznym rozwinięciu skrzydeł chodzi nie tylko o znalezienie swojej własnej drogi i pogodzenie się z własnym ja, z ową kruchą duszą, lecz również o emancypację: jako niezależna jednostka i jako młoda kobieta. I choć być może opowieść rosyjskiej reżyserki nie ustrzegła się od potknięć i pęknięć w swojej własnej strukturze, to można być pewnym, że Kudryashova pewnego dnia rozwinie swoje skrzydła.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska

Archiwa