Site Loader

Na długo przed tym, zanim sam obejrzałem Parasite, ktoś reklamował mi najnowsze dzieło Bong Joon-ho jako film wybitnie społecznie zaangażowany, tak sprawnie mierzący się z nierównościami społecznymi, że aż kładzie na łopatki takich tuzów kina zaangażowanego jak Ken Loach czy Bracia Dardenne. Wybierając się na film spodziewałem się wielu rzeczy. Spodziewałem się, że koreański twórca będzie bawił się gatunkami filmowymi, tak jak robił to w swoich poprzednich dziełach. Spodziewałem się – podobnie jak w Snowpiercerze – silnie zarysowanego konfliktu klasowego oraz wyraźnej dewaloryzacji sił (kapitału) stojących za działaniem kapitalizmu jako systemu.

Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłem. Właściwie dostałem to, czego oczekiwałem. Nie sposób przyczepić się do przystępnego w odbiorze scenariusza, którego strukturę można opisać za pomocą modelu bajki Proppa, ani do technicznego wykonania, które nie zostawia miejsca na żadne zarzuty. Jedyna rzecz, nad którą po długim czasie od obejrzenia Parasite wciąż się zastanawiam, jest to nieszczęsne społeczne zaangażowanie.

Film Bong Joon-ho opowiada o walce o przetrwanie biednej rodziny mieszkającej w przypominającej piwnicę zawilgoconej klitce. Reżyser przedstawia biedę w sposób komiczny. Ojciec rodziny podejmuje się różnych zajęć, lecz z każdej pracy zostaje zwolniony przez swoją nieporadność, rodzina stara się zarobić na życie m.in. składając pudełka na pizzę dla pobliskiej sieciówki (która chce jak najwięcej zaoszczędzić na pracownikach), darmowe wi-fi z sąsiedniej kawiarni łapie tylko w rogu malutkiej łazienki, etc.

Nowe Horyzonty – materiały prasowe

Dramatyczna sytuacja ekonomiczna czteroosobowej rodziny powoli zaczyna ulegać zmianie po tym, jak od kolega Gi-woo, syna, daje rodzinie prezent w postaci tradycyjnego rzeźbionego kamienia, mającego zapewniać dobrobyt gospodarstwu domowemu. Chwilę później pojawia się okazja pracy dla właścicieli willi w bogatej dzielnicy. Od tego momentu (więcej z fabuły nie zdradzam) tytuł filmu będzie coraz bardziej pasował do nieszczęśliwej rodziny.

Różnice klasowe zostały wyraźnie przedstawione przez koreańskiego reżysera. Jak to z elementami komediowymi bywa, są one przerysowane za pomocą pewnych stereotypów. Bogaci nie są zbyt rozgarnięci, żyją w innym, bananowym świecie, biedni z kolei utrzymują się na powierzchni właściwie jedynie dzięki swojemu sprytowi. Konflikt między nimi również jest wyraźny. Bogaci trzymają się swojej bańki, a biedni marzą o pieniądzach i lepszym życiu i są gotowi zrobić wiele, by to lepsze życie osiągnąć.

Myślę, że moim głównym problemem z Parasite jest to, że nie mogę się zgodzić do końca z tym, że Korańczyk w pewnym sensie zrównuje swoich bohaterów za pomocą pozytywnego waloryzowania komórki rodzinnej (działającej przecież w świecie Bong Joon-ho jako komórka feudalna). Oto rodzina jest najważniejszą wartością nie tylko dla biednych, lecz również dla bogatych. Dla wszystkich. W ten sposób, chcąc nie chcąc, reżyser łamie porządek klasowy. A przecież konflikt opierał się nie na rodzinie i naszym stosunku do niej, lecz na przepaści ekonomicznej między najbogatszymi a najbiedniejszymi. Przetrwanie jako motor działania zostaje zastąpione przez dążenie do gromadzenia kapitału przez rodzinę.

Oczywiście można spekulować, że zmiana gatunku filmu z komedii na thriller a później na horror, jest jednocześnie karą dla biednej rodziny za ich żądzę bogactwa. Ale to samo przejście może być odczytane – szczególnie przez wyznawców ideologii neoliberalizmu – jako dążenie do przywrócenia jedynego właściwego porządku, do przywrócenia status quo (biedni powinni pozostać biednymi, a bogaci bogatymi).

Wydaje się, że to, jaka będzie nasza ostateczna interpretacja intencji twórcy, zależy od naszego odczytania zakończenia filmu. Albo zatem uwierzymy w to, że wciąż żyjemy w świecie, w którym można zmienić swój status społeczny na wyższy, albo zadumamy się nad niemożliwym osiągnięciem pułapu 1%.

Niezależnie od tego, że niektórzy z nas będą starali się, jak ja, dzielnie dekonstruować Parasite, tak na najbardziej podstawowym poziomie, film Koreańczyka jest produkcją bardzo potrzebną, ponieważ mającą możliwość dotarcia do szerokiej publiczności. W tym sensie osoba, która reklamowała mi Parasite jako kino wybitnie społecznie zaangażowane, miała rację. Ken Loach czy Bracia Dardenne nie trafią do multipleksów, Parasite tak. Być może jest to niepowtarzalna okazja na to, by tematy socjalne zostały delikatnie przemycone do serc tych, którzy na co dzień żyją marzeniami o rzekomej przyszłej przynależności do 1%.

Liked it? Take a second to support me on Patreon!

Mateusz Tarwacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Patreon

Wesprzyj mnie na Patreonie!

Kinogawęda

Współprazuję z:

Laura Przybylska
Laura Przybylska

Archiwa